Czy warto ze sobą zamieszkać na wczesnym etapie znajomości?

1 września 2020
para-dom-1200x1798.jpg

Od dłuższego czasu obserwuję w praktyce psychoterapeutycznej tendencję par do podejmowania coraz wcześniejszej decyzji o wspólnym zamieszkaniu. Z zaskoczeniem odkrywam, że najczęściej jest to nieprzemyślana idea, bywa, że naprędce podjęta w sytuacji jakiejś presji.

Co jest powodem takiej decyzji?

Zdarza się, że ktoś właśnie dostał zaskakujące go wypowiedzenie wynajmu pokoju lub mieszkania i druga osoba w ramach pomocy i przy okazji pracy nad relacją proponuje zamieszkanie u siebie, w swoim pokoju czy też domu. Bywa, że zakochani biorą pod uwagę wyłącznie czynnik ekonomiczny twierdząc, że wspólne zamieszkanie będzie oszczędnością i szukają wspólnego lokum. Czasem jedno z nich wynajmuje swoje mieszkanie obcym ludziom i wprowadza się do swojego partnera. Podnoszony jest też argument zaoszczędzenia czasu na dojazdach oraz spędzania, go ze sobą więcej zwłaszcza, gdy partnerzy dużo pracują, uczą się, mają dodatkowe obowiązki. Ostatnimi czasy, gdy studiujemy i pracujemy zdalnie zakochany przenosi się czasem do tego drugiego, mieszkającego kilkadziesiąt lub więcej kilometrów dalej. Czasem wspólnie zamieszkają u rodzica, rodziców jednego z nich, by jemu czy im pomóc.

Zamieszkanie w takiej wspólnej przestrzeni następuje na przykład po dwóch, trzech miesiącach a czasem słyszę też w gabinecie, że nawet po dwóch tygodniach.

Decyzja o wspólnym zamieszkaniu jest bardzo zaawansowanym krokiem w kontekście etapów związku. Ma on poważne i bywa, że nieodwracalne konsekwencje.

Czytaj też: Mit magii miłości romantycznej

Co ryzykujemy?

Wiele par mówi, że zamieszkają na próbę. Jest to pomysł, którego nie konfrontują z rzeczywistością. Ile znają par, które zamieszkały na próbę a później spokojnie, w zgodzie wyprowadzili się od siebie, bo coś nie zagrało i kontynuowali relację? Próba jest czymś z czego łatwo można się wycofać. Czy po kilku miesiącach wspólnego mieszkania, kiedy choć jedno z partnerów uzna, że to był zły pomysł nie pojawi się silny lęk, że grozi to rozpadem związku? Czy nie będą mieć silnego poczucia porażki?

Wielu kłótni można sobie zaoszczędzić dając sobie czas na poznanie się.

Z jakiego powodu ta próba kończy się porażką?

Moje doświadczenie psychologiczne wskazuje na to, że najczęściej decyzja o wyprowadzce od ukochanego związana jest z jakimś poważnym konfliktem lub z ich większą ilością. Dotyczy to poczucia, że drugiej osobie już nie zależy na relacji, irytują nas jej cechy, przyzwyczajenia, tryb życia, kłócimy się o porządek, finanse, zazdrościmy dobrych kontaktów z innymi ludźmi itd. Towarzysza temu silne, trudne emocje.  Wycofanie się wtedy najczęściej nie jest możliwe od ręki, ponieważ są zobowiązania związane z wynajmem. Lokatorzy w naszym własnym mieszkaniu potrzebują czasu, by znaleźć sobie inną siedzibę do zamieszkania. Szukanie dla siebie kolejnego lokum także zabiera czas, przeprowadzka wymaga zorganizowania itd. Jeśli wynajęliśmy mieszkanie wspólnie dla tego kto zostaje na miejscu może się to okazać zbyt kosztowną inwestycją.

Co zyskujemy mieszkając jeszcze osobno?

W sytuacji dużego konfliktu po prostu mówimy, że potrzebujemy ochłonąć, przemyśleć i idziemy do swojego domu. Tam, nie widząc osoby, na którą się złościmy najczęściej najszybciej łapiemy równowagę psychiczną, bo możemy się oderwać od tej trudnej sytuacji. Łatwiej jest spojrzeć obiektywnie, gdy emocje opadną. Mamy też swobodę rozmawiania z bliskimi przez telefon na temat tej trudnej sytuacji. Zdarza się, że pary opowiadają, że druga osoba we wzburzeniu zmusza ukochanego do całonocnej rozmowy na temat problemu. Stan psychiczny obu po niewyspanej nocy najprawdopodobniej pogorszy jeszcze sytuację, bo obie będą drażliwe.

Dyskusje mogą się przerodzić w wielogodzinne zamęczanie siebie nawzajem.

Zanim uda nam się opuścić ten wynajmowany dom lub doczekamy się wyprowadzki drugiej osoby musimy znosić siebie nawzajem, co często podgrzewa atmosferę. Nie mamy możliwości odizolowania się od drugiej osoby wtedy, gdy pragniemy intymności, chcemy odpocząć, ukryć swoje uczucia, swój stan psychiczny i fizyczny.

Jeśli jednej osobie zależy bardziej na drugiej to jest duże ryzyko, że będzie ona dążyła do interakcji, przepraszania, błagania o pozostanie, będzie się starała jakoś zaimponować. Może wyładowywać poprzez agresję swój ból, co spowoduje poczucie osaczenia w tej drugiej i często też obniży lub spowoduje utratę szacunku dla partnera zabiegającego o relację.

Co jest najbardziej potrzebne osobie wycofującej się?

Przestrzeń, spokój i czas na to, by przemyśleć sprawę, ochłonąć z emocji i być może zatęsknić.

Jaki jest najprostszy sposób, by zabić romantyczność w związku?

Zbyt wczesne zamieszkanie razem. Ktoś kto mieszka osobno jest pewnego rodzaju tajemnicą, nie jest w pełni dostępny. Gdy widzimy się tylko co pewien czas nasila się tęsknota, wspominamy ostatnie spotkanie, marzymy o następnym a to potęguje uczucia. Szukamy sposobów, by powiedzieć, pokazać drugiej osobie jaka jest dla nas ważna i jesteśmy kreatywni w wymyślaniu tych opcji: bukiet dostarczony przez kuriera, wysłana pocztówka, upominek wsunięty ukradkiem do kieszonki na spacerze, kolacja przy świecach, wyjście do klimatycznej kawiarni, płatki róż usypane po drodze do domu, czekamy pod domem z pizzą itd. Szczególnie dbamy o higienę, wygląd, perfumy – chcemy robić jak najlepsze wrażenie na tej drugiej osobie. Zmęczeni, chorzy na biegunkę, sfrustrowani, z opuchniętą twarzą po śnie pokazujemy się swoim bliskim, bo jest to nasza intymność. Dopiero z czasem dopuszczamy do tego osobę, z którą się spotykamy.

Co się dzieje w naszych mózgach?

Okres zalotów pełen jest uniesień. Nasze układy nerwowe produkują wtedy duże ilości przekaźników nerwowych: dopaminy, fenyloetyloaminy, które wprowadzają nas w stan euforii oraz bardzo obniżają krytycyzm. Później pojawiają się duże wyrzuty noradrenaliny, co daje mnóstwo energii: godzinami rozmawiamy ze swoją sympatią, zarywamy noce na spotkaniach i nie odczuwamy żadnych strat z tego powodu. Te stany i towarzyszące im przeżycia psychiczne nas ze sobą związują. Jest to też czas zachwytu, do którego będziemy wracać wspomnieniami, gdy w związku dzieje się gorzej i daje to więcej sił do walki o relację. Trudności w miłości są gwarantowane, bo każdy bliski związek niesie ze sobą konflikty, w co wiele osób nie wierzy i jeśli tak mają na pewno na tym etapie nie powinni razem zamieszkać ;).

Fascynacja sobą jest piękną przyprawą relacji i warto ją pielęgnować.

Co ryzykujemy?

Jeśli wprowadzimy się do siebie w fazie pierwszego zakochania, zauroczenia, zaślepienia drugą osobą to trochę tak jakbyśmy poszli na przyjęcie, upili się i zaproponowali obcej osobie, z którą świetnie się spędza wieczór, by się do nas jutro wprowadziła. Niektórzy z moich klientów, którzy zdecydowali się na to na przykład po miesiącu odkryli, że ich partner jest uzależniony od alkoholu, narkotyków, gier komputerowych lub stosuje przemoc fizyczną a nic na to wcześniej nie wskazywało.

Wspólne bytowanie powoduje bardzo szybkie przyzwyczajenie do siebie, spowszednienie relacji. Skoro druga osoba widzi nas w naszych najgorszych chwilach, najzwyklejszych sytuacjach to nie ma już tego impetu by być romantycznym, wkładać wysiłek w coś specjalnego. Nasz umysł pracuje też sobie nieświadomie: „skoro mieszkamy razem to znaczy, że jest tak super między nami, tak bardzo jestem akceptowany/a, że nie trzeba już więcej się starać”. Spoczywamy na laurach i to jest początek końca, bo jednym z moich psychologicznych mott w psychoterapii par jest: „Nad związkiem potrzeba pracować codziennie”.

Wypracowanie rytuałów dbania o siebie nawzajem przed wspólnym zamieszkaniem pomaga utrzymać je później.

Jakie warunki powinny być spełnione, by zamieszkać razem?

Jeśli zależy nam na naprawdę poważnym związku, który daje wieloletnie perspektywy, zwiększa szanse na małżeństwo, rodzinę to:

  • mamy wypracowaną dobrą komunikację,
  • umiemy rozwiązywać konflikty (czyli też skutecznie wdrażamy ustalone rozwiązania),
  • znamy wady, słabości, odmienność partnera. Akceptujemy je, nauczyliśmy się z nimi żyć,
  • Przeżyliśmy ze sobą już co najmniej kilka trudnych sytuacji, gdzie jedna osoba pomagała drugiej,
  • W relacji jest dynamiczna równowaga brania i dawania,
  • Spędziliśmy ze sobą już ileś weekendów, urlopów i wiemy jak funkcjonujemy na jednej przestrzeni w bardziej długofalowym wymiarze niż jeden dzień,
  • Mamy ustalone podobne najważniejsze wartości życiowe i obserwujemy ich rzeczywistą realizację przez drugą osobę,
  • Uzgodniliśmy w określonych ramach czasowych plany na przyszłość, gdzie zbiegają się nasze najważniejsze cele w życiu,
  • Omówiliśmy i wstępnie przetestowaliśmy styl życia we wspólnym mieszkaniu: obowiązki, czas wolny, rytm dnia, finanse, relacje z rodzinami, przyjaciółmi itd.

 

Jest to jednak temat na kolejny artykuł :).

 

Autorka: Anna Wojciechowska

O nas

Nasz zespół powstał dzięki przyjaźni i zrozumieniu jak ważna jest współpraca pomiędzy profesjonalnymi terapeutami o różnych specjalnościach. Ufamy, że różnorodność jaką proponujemy, może zaowocować dostępnością pomocy dla wielu osób o różnych potrzebach.

Znany Lekarz

Pracownia Psychologiczna Pomocnia

Facebook

Kontakt

Poradnia Psychologiczna
Pomocnia Poznań

ul. Śniadeckich 5/2, 60-773 Poznań
nr tel. +48 795 795 202
sekretariat@pomocnia-poznan.pl

© 2020 Pomocnia Poznań | wykonanie: alpa